Pracownia Verrocchia we Florencji, gdzie uczył się młody Leonardo, była jednym z licznych wówczas warsztatów, świadczących usługi malarskie, złotnicze i rzeźbiarskie. Dzieła wychodzące z tej pracowni odznaczały się finezją, elegancją, dbałością o szczegóły – toteż uchodziła ona za jedną z najlepszych we Włoszech
85 Leonardo da Vinci   zdobywanie nauki Leonardo uczył się tam malarskiej perspektywy, różnych technik malowania i rzeźbienia, anatomii ludzkiego ciała, botaniki, by zadowolić wybredne gusta bogatych klientów, którzy zamawiali portrety, popiersia i sceny biblijne. Anioł namalowany przez Leonarda na obrazie Verrocchia „Chrzest Chrystusa” (1475) dowodził biegłości malarskiej, jakiej nie miał nawet sam mistrz. Wkrótce Leonardo opuścił swego nauczyciela i założył własny warsztat. Rozpoczął pracę nad dużym obrazem „Pokłon trzech króli”, który zamówiono do głównego ołtarza w kościele w Scopeto. Spośród wszystkich sztuk Leonardo da Vinci najbardziej cenił właśnie malarstwo. Jego zdaniem, przewyższa ono muzykę i poezję, dlatego że „utrzymuje przy życiu ową harmonię proporcjonalnych członów, których nawet natura, przy całej swej mocy, nie mogłaby zachować”. Obraz miał być wcieleniem doskonałego piękna, które trwa i daje się wciąż podziwiać. Studia malarskie Leonarda są bardziej wnikliwe niż podejmowane kiedykolwiek przed nim. Jest autorem „Traktatu o malarstwie”. W poszukiwaniu idealnych proporcji wykonywał niezliczoną ilość rysunków pomocniczych. Wnikliwie studiował anatomię i ruch ludzkiego ciała, by nadać swoim postaciom idealne kształty. Gdy zobaczył ciekawą twarz, uczesanie, szatę, potrafił chodzić za wybraną osobą cały dzień, by później przenieść to na papier. Obserwował, a następnie szkicował rośliny i przedmioty. Malarstwo Leonarda da Vinci jest subtelne i pełne wdzięku. Artysta używał delikatnych kolorów, doskonale znał perspektywę, miał świetne wyczucie kompozycji, znakomicie operował światłocieniem, do doskonałości doprowadził sposób malowania zwany sfumato, w którym kontury przedmiotów łagodnie się zacierały. Arcydziełem wykonanym w tej technice jest najbardziej znany obraz świata, czyli „Mona Liza” (1503–1506). Jasna karnacja twarzy i dekoltu lśni przy ciemnych szatach; łagodna gra światłocieniem i mgliste kontury sprawiają, że poszczególne części obrazu stapiają się w harmonijną całość. A przede wszystkim ten sławny, niezwykły uśmiech – subtelny i nieśmiały uśmiech Giocondy, który jest właściwie dopiero zapowiedzią uśmiechu. Podobno Leonardo zapraszał do pracowni muzyków, aby umilali modelce czas podczas pozowania. Postać na obrazie to prawdopodobnie Monna Lisa di Gioconda, żona jednego ze znamienitych mieszkańców Florencji, choć… są także przypuszczenia, że owa uśmiechnięta twarz może należeć do samego Leonarda. Ponoć mistrz zamalował oblicze pani di Giocondy własnym… W tle obrazu pojawił się nierzeczywisty, magiczny pejzaż jakby ze snu, bardzo charakterystyczny dla Leonarda, obecny niemal we wszystkich jego dziełach malarskich, przydający im dziwnej tajemniczości, niepokojącego mistycyzmu. Dobrze to widać na obrazie „Madonna wśród skał”, gdzie Maria z Dzieciątkiem i Jan Chrzciciel umieszczeni zostali w grocie otoczonej nieziemskimi skałami o dziwnych kształtach. Sławą dorównuje „Monie Lizie” fresk „Ostatnia wieczerza” (1495–1497) z klasztoru Santa Maria delle Grazie w Mediolanie. Widz stojący naprzeciw malowidła ma wrażenie, że patrzy nie na pokrytą farbą ścianę, lecz na otwarty pokój. Chrystus właśnie wypowiedział słowa: „Jeden z was mnie zdradzi”, a poruszeni apostołowie dyskutują, gestykulują, zaprzeczają, zastanawiają się, kto może być winowajcą. Trzeba malować tak, aby z „ruchów odgadnąć ducha” – pisał Leonardo. Właśnie w „Ostatniej wieczerzy” widać to najlepiej – każda z postaci ma swój charakter, a ich twarze są tak wyraziste, że czasami przypominają karykatury. Kompozycja jest bardzo zrównoważona – uczniowie odchylają się na dwie strony, w centrum pozostawiając postać Chrystusa. Za nim są okna, przez które widać rozległy krajobraz, przykuwający wzrok, budzący zastanowienie, wyraźnie kontrastujący z resztą fresku. Leonardo nie namalował zbyt wielu obrazów. Każde zamierzenie malarskie traktował jako pole badań nad odrębnym zagadnieniem, a jednocześnie jako sposób na przekazywanie wyników własnej pracy naukowej. W „Monie Lizie” pracował nad sfumato, w „Ostatniej wieczerzy” nad uchwyceniem różnorodności typów ludzkich, w „Świętej Annie Samotrzeciej” nad kompozycją piramidalną i niezwykłą pozą siedzącej świętej, w wielu innych dziełach nad obserwacją przyrody oraz nad poszukiwaniem kanonu piękna ludzkiego ciała. Dociekał, jak działa ludzkie oko, co miało mu pomóc w komponowaniu obrazu. Był więc malarzem-anatomem, malarzem-optykiem i malarzem-matematykiem. Należał do zwolenników pitagorejskiej szkoły piękna, głoszącej przekonanie, że istnieje matematyczny kanon doskonałego piękna. „Piękność polega na boskiej proporcjonalności części razem zespolonych” – napisał. Wierzył, że badając naturę, można odnaleźć owe idealne, wyrażające się stosunkiem liczbowym proporcje. Poszukiwanie piękna uczynił przedmiotem nauki, obraz zaś rodzajem rozprawy naukowej. Jego osiągnięciem było podniesienie sztuki z rangi rzemiosła do rangi nauki. Prowadził studia nad antropometrią, czyli poszukiwaniem idealnych proporcji ciała ludzkiego. Jeden z najbardziej znanych rysunków Leonarda przedstawia człowieka wpisanego w kwadrat i w koło, ukazując tym samym idealny model ciała, gdzie na przykład rozpiętość rąk winna równać się wzrostowi, a głowa powinna stanowić jedną dziesiątą wysokości. Przystępując do pracy nad obrazami, wykonywał olbrzymie ilości rysunków uwidaczniających określony fragment – łokieć, dłoń, stopę. Najsławniejszym nie dokończonym obrazem jest „Pokłon trzech króli”, nad którym pracę przerwał tuż przed wyjazdem do Mediolanu. Wspaniała „Ostatnia wieczerza” zblakła na murze jeszcze za jego życia, ponieważ artysta zamiast użyć tradycyjnej dla malarstwa ściennego metody al fresco, posłużył się zwykłą techniką olejną. Wiele lat później otrzymał zamówienie na malowidło ścienne w sali Wielkiej Rady Republiki w Palazzo Vecchio we Florencji. Namalował wtedy fresk „Bitwa pod Anghiari”. Niestety, do suszenia malowidła zastosował świeżo wynalezioną przez siebie metodę, która niemal całkowicie zniszczyła dzieło. Florenccy mecenasi mieli dość Leonarda, który w pośpiechu zmuszony był uciekać do Mediolanu. Dziwi nieco, że Leonardo, ceniąc malarstwo, w ogóle nie dbał o własne dzieła. Może wciąż wydawały mu się niedoskonałe albo czuł tak silną potrzebę eksperymentowania, że pchała go ona do coraz to nowych zadań.”

Podobne:

Tags:

Comments are closed.